bgpw blog

    blog Biblioteki Głównej PW

    Wpisy z okresu: 7.2009

    Od kwietnia 2009 r. działa World Digital Library (
    http://www.wdl.org/
    ), prezentująca światowe zasoby 
    cennych kulturowo dokumentów, takich jak manuskrypty, mapy, rzadkie książki, utwory muzyczne, nagrania
    dźwiękowe, filmy, fotografie i plany architektoniczne.


    Strona startowa WDL

    Celem twórców
    projektu jest udostepnienie tych materiałów odbiorcom na całym świecie, a także działanie na rzecz porozumienia między kulturami.
    Serwis dostepny jest w językach: angielskim, francuskim, hiszpańskim, portugalskim, rosyjskim, chińskim i arabskim. 
    Pomysł światowej biblioteki cyfrowej wywodzi się z inicjatywy Jamesa Hadleya Billingtona, dyrektora amerykańskiej Biblioteki Kongresu (US Library of Congress), która opracowała WDL na bazie własnego projektu National Digital Library
    Program. Wzorem dla struktury biblioteki był główny składnik NDLP – American Memory.
    Sponsorzy projektu to  m.in.  UNESCO, a także  firma Google, która w 2005 roku przekazała na rzecz WDL 3 miliony dolarów.
    Bibliotekę współtworzy 21 współpartnerów z całego świata, głównie biblioteki narodowe.
    Przedsięwzięcie w dużej mierze jest realizowane przez Bibliotekę Kongresu Stanów Zjednoczonych, przy  wsparciu technicznym specjalistów  z nowej Biblioteki Aleksandryjskiej (Bibliotheca Alexandrina) w Egipcie.
    Stronę polska reprezentuje Biblioteka Narodowa.
    Niestety, wśród 1180 aktualnie dokumentów nie ma na razie obiektów z polskich bibliotek. Są co prawda dokumenty z Polską związane, głównie mapy, z bibliotek rosyjskich, po opisach których trudno się  jednak zorientować odbiorcom nie z Polski, że są to mapy czy plany polskich miast.


    Królestwo Polskie (Kingdom od Poland, WDL, Geographic Card Set of the Russian Empire, National Library of Russia)

    Serwis pozwala na szybkie odnajdowanie dokumentów dzięki funkcjom
    wyszukiwania według instytucji, kraju, czasu powstania, rodzaju
    dokumentu i tematu. Jest tez graficzna prezentacja osi czasu, pozwalająca na wyszukiwanie obiektów z określonej epoki.
    Wśród eksponatów:
    pierwsza europejska mapa Nowego Świata z 1562 roku, manuskrypt serbski z XI w. Testerian Catechism (manuskrypt z XVI w. napisany przez hiszpanskiego księdza dla tubylców w Meksyku), zdjecia malarstwa jaskiniowego z pustyni Kalahari, najstarsze zapiski w języku chińskim na skorupie żółwia.
    Zdaniem Jamesa Billingtona, głównego pomysłodawcy WDL, celem nowej biblioteki nie jest konkurowanie z Google czy Wikipedią, a zachęcenie ludzi, szczególnie młodych,  do powrotu do
    czytania książek.


    MM

    Dzisiaj mija rok od czasu uruchomienia naszego bloga.
    A więc jest okazja do podsumowań. Ponad 80 tekstów w ciągu 12 miesięcy, czy to dużo? może średnio, ale i tak nasz blog należy do najaktywniejszych wśród blogów związanych z bibliotekami, bibliotekarzami itp.
    Czy nasz blog ma też jakichś czytelników spoza BG PW? Chyba tak, bo jest w kilku miejscach podlinkowany, bywają komentarze z ‚zewnątrz’ a nawet bywa w TOP 10 w rankingu  ‚Kultura i media’ (do takiego działu został włączony w katalogu tematycznym portalu blog.pl).
    14 osób ma większy lub mniejszy swój wkład w tworzenie blogu.
    Serdeczne podziękowania dla głównych animatorek: Violi F. i Małgosi W., a także dla  Małgosi K., Agnieszki K. i wszystkich pozostałych osób, które „maczały swoje palce” w blogowych wpisach.
    Nieustające zaproszenie do współtworzenia blogu dla osób, które jeszcze tu nie pisały, a mogłyby i  zachęta dla wszystkich odbiorców do komentowania tekstów.

    MM
     

    W związku z tym, że Międzyzakładowy Związek Zawodowy Bibliotekarzy i Pracowników Bibliotek jeszcze nie uzyskał numeru KRS, co jest niezbędne dla rozpoczęcia działalności związkowej, pozwalam sobie w imieniu bibliotekarzy – jako wiceprzewodnicząca ZZBP, przedstawić JM Rektorowi  stanowisko Bibliotekarzy i Pracowników Biblioteki w kwestii zasad przeprowadzenia podwyżki uposażenia pracowników PW. Do tego celu potrzebne mi jest wsparcie pracowników naszej Biblioteki poprzez udzielenie swego podpisu pod pismem, które poddaję do Państwa wiadomości.
    Tutaj dostępny jest: tekst pisma

    VF

    Bibliotekarskim zezem odc.4 – czyli coś smacznego na dobry początek tygodnia (red.)

    Naleśniki. Nie znam zbyt wielu osób, które by nimi pogardzały.
    Pomaleńku kończy się dzień pracy. Jak zwykle męczący… Jestem głodna!
    Taki naleśnik… np. z truskawkami – to byłby miły przerywnik.


    fot. ze strony: http://farm2.static.flickr.com/


    Mistrzem w smażeniu naleśników jest mój brat. Niestety on nie jest bibliotekarzem.
    Jego naleśniki nie są z rodzaju „to się robi szybko”. Nie mogą być na byle czym. Musi być świeża słoninka do smarowania patelni (bo taki specjał nie może być upichcony na jakimś banalnym smalcu czy oleju). Płomień nie może być zbyt duży… ponieważ smak takiego szybkościowego naleśnika jest parszywy…
    Naleśnik musi być podrzucany kilka razy zanim nabierze złocistej barwy… i cudnych, brązowych piegów…Cały rytuał…
    No i nie można być wściekłym… na nikogo i na nic.
    A jak już mowa o wściekliźnie i moim braciszku… to przypomniał mi się pewien dzień z przeszłości…
    Jeszcze dziś słyszę jak drzwi wejściowe trzasnęły „radośnie” tak, aż książka wypadła mi z dłoni.
    - Co jest na obiad?! Znowu pierogi… No nie…
    Jak ktoś fuka na pierożki… Ooooo… to zaczyna się robić interesująco… Wściubiłam nos do kuchni… Cudowny widok.
    „Mały” miotał się jakby go od pioruna oderwało…
    - Pomóc ci?
    - Nie! Nie odzywaj się do mnie!

    Oparzył się nalewając herbatę… (Przelał wodę…)…
    Po chwili ją posolił.
    Nie odzywam się tak jak sobie życzył. Czekałam, na reakcję… Ale zawiódł mnie, bo odstawił bezmyślnie kubeczek na kraniec blatu…
    Też ciekawe…
    Serce mi rosło za każdym razem, kiedy jego łokieć był o centymetr od kubeczka.
    Przyniosłam sobie krzesełko i usiadłam ostentacyjnie.
    Nie widział mnie.
    Patelnia już się przypalała a braciszek kończył trzepanie ciasta. Furie mu rosły… Majtał na lewo i prawo wszystkim co miał pod ręką…
    Obstawiłam, że w ciągu trzech minut zrobi sobie krzywdę.
    „Stoper” (budzik) tykał wyczekująco…
    Gol!!!

    Trzepnął trzepaczkę do zlewu tak celnie, że odbiła się i huknęła go w głowę…… Idealnie wymierzył odległość… No nie rozumiem jak można się dziwić, że metalowy koniec sprężynuje? Zerwałam się, żeby lecieć na pomoc… Ale brat powstrzymał mnie wymownym ruchem dłoni… po czym kopnął ślicznie…  (trzepaczkę) przy okazji krzywdząc się (w stopę.).


    Rys. ze strony: http://ottakjakos.blox.pl/resource/kucharz.jpg


    Naleśnik się spalił…
    Serce mi krwawi.
    Drugi egzemplarz (p
    rzy kolejnym piruecie) spadł na palnik kuchenki gazowej…. Pokazał mi go palcem.  Miał taką pretensję wymalowaną na twarzy jakby spodziewał się, że ciasto samo „zrobiło mu wbrew”. Zdumienie skrzyżowane z pretensją… Współczułam mu całym sercem ale… siedziałam cicho, żeby mi się nie oberwało za niewinność.
    Popił nerwowo herbatę i …
    Nie smakowała mu… słona.
    Spojrzał na mnie już całkiem przytomnie i… ocenił, że mam głupią minę… Zaniósł się śmiechem… Zaraził mnie nim. Ryczęliśmy tak oboje bez końca.

    Usiadł na zwolnionym przeze mnie krześle i pozwolił mi usmażyć resztę naleśników…
    Wtedy zrobiło się fajnie.
    Nie powiedział mi co się stało… Nawet nie pytałam. Rozumieliśmy się
    bez słów. W ciszy skonsumowaliśmy naleśniki… ech…
    To doprawdy zdumiewające jak bardzo mam na nie ochotę!

    VF

    Sezon urlopowy w pełni a problemy ani rusz nie chcą odpocząć.
    Wyjątkowo wredne ulewy grasują w Warszawie i  sprawiają kłopoty.
    Już kilka razy zostały zalane magazyny książek. Nasze koleżanki zostały dociążone dodatkową pracą – spisują książki, które były ustawione na najniższych regałach. Te książki są osuszane ale pewnie nie wszystkie da się uratować.
    Część bibliotekarzy została włączona do prac porządkowych. Zadbano o to, by każdy otrzymał rękawice gumowe i maseczki ochronne.
    Pełnomocnik Dyrektora ds. Bezpieczeństwa Higieny Pracy i Nauki w BG PW Jan Zaleski natychmiast podjął stosowne działania mające na celu zapewnienie sprawnego osuszenia i uprzątnięcia magazynów książek. Poprosił o pomoc administratora budynku, który skierował do pomocy panie sprzątające. Jesteśmy wdzięczne, że szybko i sprawnie uporały się z  uprzątnięciem zalegającej na podłodze wody. Niestety sezon na ulewy nie minął i problem powraca jak bumerang. Pompa, która była zamontowana kilka lat temu też była uprzejma nie wytrzymać i pomimo powagi sytuacji postanowiła paść. Złośliwość rzeczy martwych jest bezdyskusyjna.
    Należy jednak w tym miejscu  docenić Dyrekcję, która zadbała o swoich pracowników.
    Kolejna sprawa wydawałoby się należąca do rodzaju „nic nie da się zrobić” została jednak pozytywnie załatwiona. Po przeprowadzeniu remontu, który polegał na pomalowaniu ścian i położeniu wykładziny podłogowej w pracowni Reprografii mieszczącej się w pokoju nr 69, pojawił się trudny do zdefiniowania zapach. Jest to uciążliwość, która sprawiła, że pracownicy po zakończeniu dnia pracy skarżyli się na bóle głowy. Dyrekcja w trosce o zdrowie pracowników, zleciła wykonanie pomiarów mających na celu zidentyfikowanie ewentualnych czynników szkodliwych dla zdrowia. Przeprowadziło je Laboratorium Badań Środowiskowych PW. Próbki powietrza pobrano w dniu 01.06.2009 roku. Oznaczono je metodą chromatografii gazowej i metodą spektrofotometryczną. W dniu 17 czerwca 2009 r. wpłynęło sprawozdanie, w którym zostały omówione wyniki badań. Pocieszające jest, że  stężenia zidentyfikowanych substancji chemicznych były znacznie niższe od dopuszczalnych stężeń czynników szkodliwych dla zdrowia podanych w zarządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej. Niemniej jednak pracownicy, zanim zostały podjęte działania poprawiające warunki pracy,  stosowali się do zaleceń Inspektora BHP. Często wietrzyli pomieszczenia a także w miarę możliwości wychodzili na zewnątrz w celu zmniejszenia ryzyka wystąpienia alergii. Aby usprawnić cyrkulację powietrza w dniu 7 lipca br. zamontowano dodatkowy otwór wentylacyjny i udrożniono już istniejące. Dzięki temu zabiegowi warunki pracy znacznie się poprawiły. Chemiczny zapach jest niemal niewyczuwalny.
    Pozostało jeszcze kilka spraw, które czekają na realizację. Najbardziej martwi mnie fakt, że  z początkiem roku cofnięto zgodę na zakup lodówki do Biblioteki znajdującej się w Akademiku przy ul. Narutowicza. Nasze koleżanki nie mogą tak jak wszyscy przynosić sobie kanapek do pracy, bo natychmiast znajdują się koledzy chętni do pomocy w konsumpcji. Prusaki. Co prawda zakupiono płytki nasączone trucizną… ale kanapek i tak nasze koleżanki nie mogą przynieść, ponieważ robaki zdążyły się uodpornić na specyfik do mordowania insektów. Poza wszystkim wysokie temperatury sprawiają, że żywność dość szybko się psuje. Naszym koleżankom bardzo współczujemy.
    Żeby nie uprawiać czarnowidztwa na zakończenie dobry komunikat.
    Kiedy temperatura w pomieszczeniach dochodzi 28 stopni C – dostajemy wodę mineralną. Rozdziela nam ją Pan Piotr – nasz nowy kolega zatrudniony od dnia 1 lipca br.
    Dyrekcji Biblioteki bardzo dziękujemy, że o nas pamięta.
    Liczymy także na to, że kiedy zostaną przyznane bibliotece pieniądze – to uda się zrealizować planowane na ten rok zakupy.

    VF

    Bibliotekarskim zezem odc.3 – czyli wpływ poezji na młode bibliotekarki (red.)

    W taką pogodę wiosenno-letnią bez przerwy zwalczam w sobie napadające na mnie ze wszystkich stron strofy Baczyńskiego. Uwielbiam jego wiersze. Choć kiedyś jeden z nich wpakowałby mnie w tarapaty.
    Byłam wtedy młodziutka i bardzo porywcza. Biegłam do Filii Biblioteki Dziecięcej (moja pierwsza praca). Tego dnia biblioteka powinna być otwarta o godz. 8:00… Niestety wybrałam skrót przez skwer… I… stało się!!!

    Gałązki wierzby płaczącej pieszczotliwie pogładziły mnie po włosach… Poczułam się małą dziewczynką. Spojrzałam trochę nieprzytomnie na matczyną dłoń – gałązkę  i wtedy strofy „Sur le pont d’Avignon” Baczyńskiego przypłynęły ku mnie. Zwolniłam krok… by nasycić się wiosną…
    Wiersz. Słowo po słowie jakby śpiewała go Ewa Demarczyk…przenosił mnie w świat magii… „Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie” (…) „kantyczki deszczu wam przyniosę”… …Nagle uzmysłowiłam sobie, iż zapomniałam co dalej… Powtarzam w myślach , „odetchnij drzewem to usłyszysz”, „jak wody wiatrem oddychanie”…”białe łanie… ; białe łanie…”

    I czuję, że zaraz dopadnie mnie furia, jeśli sobie nie przypomnę…
    Biegiem wpadam na teren znajomego osiedla, z rozmachem wbiegam na schody klatki schodowej, w której mieści się biblioteka osiedlowa…
    W głowie ” białe łanie”, klucz nie pasuje… Manipuluję przy zamku coraz bardziej podminowana… Nagle… drzwi się otwierają…
    Czyżby kierowniczka była pierwsza?!

    Ale nie – to tylko jakaś nowa sprzątaczka. Młodziutka …ładna…miło wygląda… Mówię grzecznie dzień dobry i nie zdejmując płaszcza kieruję się do półki z poezją… Ale co to!? Nie ma półek, nie ma książek….
    Za to na wersalce – tam gdzie zwykle stoi moje biurko – siedzi dwoje maleńkich dzieci…

    Na czytelników jakoś ten drobiazg nie wygląda. Włączyłam hamulec i poczułam się …głupio…  O Boże!!! :( Co ta pani o mnie pomyśli?? Pewnie, że  to rasowy włamywacz został przyłapany na gorącym uczynku…
    Szczęśliwie kobieta uznała moje mętne tłumaczenie, że to przez Baczyńskiego pomyliłam drzwi klatki schodowej…
    Od tego dnia starałam się przytomniej spoglądać na otaczającą mnie rzeczywistość. Ale co jakiś czas napytam sobie biedy… To już taka bibliotekarska przypadłość…

    VF

    Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 bgpw blog Design by SRS Solutions

    • RSS