bgpw blog

    blog Biblioteki Głównej PW

    2 nowości związane z Google. Jedna to nowa przeglądarka – Google Chrome, działająca od wczoraj, na razie w wersji Beta, w 43 językach.
    Google Chrome ma odpowiadać nowym potrzebom sieci i aplikacjom przyszłości. Zaprojektowana została tak, żeby dotrzeć do wszelkich zasobów sieci, nie tylko tekstowych. Nowa przeglądarka ma ułatwić użytkownikom nawigację w  sieci i wyszukiwanie informacji.
    Nowości Google Chrome to:
    • Zintegrowany pasek wyszukiwarki i pasek adresowy pozwalający na szybkie
    odnalezienie stron, często po wpisaniu zaledwie kilku znaków na
    klawiaturze.
    • Galeria
    najczęściej odwiedzanych przez siebie stron, a także rezultaty
    ostatnich wyszukiwań, które zobaczą uzytkownicy otwierając nowa kartę w Google Chrome. Dzięki temu nawigacja staje się znacznie
    łatwiejsza.
    Google udostępniana jest jako produkt ‚open source’.
    Można ją pobrać ze strony Google.com/chrome

    Inna nowość to współpraca z Google firmy Index Copernicus przy projekcie Google Scholar, naukowej wyszukiwarce rozwijanej od 2004 r.  Google, zachęcając wydawców do tego  projektu finansuje koszty digitalizacji.
    Index Copernicus ma pomóc Google w digitalizacji czasopism naukowych.
    W sierpniu (wg informacji podanej w „Gazety Wyborczej”) została podpisana umowa między Google i spółką Index Copernicus, która to spółka będzie reprezentować Google Scholar w Europie, Azji i Australii. W imieniu Google będzie pozyskiwać do współpracy wydawców czasopism naukowych. Treść czasopism pojawi się w serwisach Google, Google Books, Google Scholar oraz w bazie Index Copernicus. Spółka prowadzi też portal społecznościowy dla naukowców, Index Copernicus Scientist.
    Pełni on rolę systemu informacyjno-analitycznego i umożliwia
    tworzenie rozbudowanych zestawień dorobku naukowego i efektywności
    pojedynczych osób, zespołów, czy uczelni.  Portal ułatwia również dostęp do
    publikacji naukowych.
    Eksperci z wielu dziedzin moga się tu łączyć  w grupy badawcze. Na portalu ma swoje konta ponad 300 tys. naukowców z całego świata, głownie z USA i UE. Polscy naukowcy stanowią 1% uzytkowników portalu.
    W serwisie mogą rejestrować się wyłącznie naukowcy, a każde zgłoszenie jest weryfikowane.
    Sam system rankingowania opiera się na analizie 15 współczynników. Zasady jego działania zostały trzy lata temu opatentowane w Stanach
    Zjednoczonych. Serwis, oprócz innych funkcji ma stanowić, zgodnie z założeniami jego twórców,   doskonałe narzędzie
    wspomagające działania instytucji zajmujących się przydzielaniem
    środków na naukę.

    MM

    Nasza Biblioteka Cyfrowa PW działa od wczoraj w nowej wersji oprogramowania – 4 wersja dLibry.
    Użytkownicy maja teraz nowe możliwości, zgodne z trendem Web 3.0.
    Mogą proponować słowa kluczowe do opisów publikacji.
    Mogą oceniać publikacje (pozytywnie albo negatywnie) i zapisywać wybrane książki do zakładek.
    Większe uprawnienia ma teraz czytelnik posiadający konto w naszej bibliotece cyfrowej.
    Nie tylko może dostawac cykliczne biuletyny o nowościach, ale dysponuje też swoim profilem konta. 
    Książki które uzna za ulubione znajdą się na automatycznie tworzonej  liście (niezależnie od publikacji dodanych do Zakładek),
    może tez udostępniać wybrane publikacje swoim znajomym, a także opisywać swoimi tagami książki, które go zainteresowały.
    Słowa kluczowe, które zaproponuje zapisane są na jego koncie, a ich kolor informuje czytelnika czy zostały juz przejrzane przez moderatora (zielony oznacza akceptację).
    To rozwiązanie wydaje mi sie trochę zachowawcze. Słowa kluczowe zaproponowane przez użytkownika nie pojawiają się od razu w opisie, tylko dopiero po akceptacji moderatora. Jeśli moderator będzie ortodoksyjnym katalogerem, to pewnie nie pojawią się ngdy ;), a założenie jest takie, że czytelnicy współtworzą bibliotekę. Ich podejście do wyszukiwania jest inne niż bibliotekarzy i ich tagi mogą się okazać dla innych użytkowników bardziej pomocne niż słowa kluczowe ustalone w bazach haseł wzorcowych.
    Oczywiście moderator powinien zawsze miec możliwość usuwania słów kluczowych.
    Ciekawe czy czytelnicy będą korzystać z większych możliwości i włączą się w proces tworzenia biblioteki cyfrowej.
    Serdecznie zapraszamy.
    A może aktywni uzytkownicy powinni byc nagradzani?
    Takie rozwiązanie zastosował społecznościowy portal
    download CHIP  oferujący ponad 60 tys. programów grupowanych w różnych kategoriach. Z portalu korzysta ponad 300 tys. użytkowników z całego świata.
    Użytkownicy są proszeni o zapisywanie sie, rekomendowanie programów, dodawanie tłumaczeń, instrukcji, zapraszanie znajomych. Za wszelką aktywność dostają punkty.
    Zostajają Ekspertami, ale to nie wszystko. Losowane są też wśród nich cenne nagrody.

    MM

    Audiobooki czyli książki mówione, zawierające
    nagranie dźwiękowe odczytanego przez lektora tekstu książki, zwykle zapisane na
    kasecie magnetofonowej lub płycie kompaktowej (w formacie audio lub np. MP3),
    znane były od dość dawna (lata 30. XX wieku w USA), ale dopiero od kilku lat w
    krajach Europy Zachodniej i w USA rośnie zainteresowanie nimi. Wg statystyk Audio Publishers Assiotiation 
    (
    http://www.publishersweekly.com/article/CA6471696.htm)
    z 2006 r. wartość rynku audiobooków w USA szacuje sie na 923 mln dolarów. Płyty CD to 77% sprzedanych audiobooków, kasety – tylko 7% (spadek z 16% w r. 2005).
    W Wielkiej Brytanii rynek audiobooków wart był w 2006 r. 79
    mln funtów. W Europie największymi użytkownikami audiobooków są Niemcy, mają 500 wydawnictw i ofertę obejmujacą 17 tys. tytułów.
    W Szwecji 10% publikowanych książek to książki audio.

    Dużą rolę w popularyzacji audiobooków w USA odgrywają takie
    przedsięwzięcia, jak Librivox, które na zasadzie wolontariatu przygotowują
    nagrania książek z domeny publicznej.

    Audiobooki mają w USA swoją kategorię w nagrodach Grammy
    (Best Spoken Word), a wśród laureatów są też czytający własne książki byli czy
    przyszli prezydenci: Bill Clinton, Jimmy Carter, Barack Obama.

    W przypadku bestsellerów oprócz publikacji
    książkowej pojawia się też od razu jej wydanie w wersji audio
    .
     

    Warto wspomnieć, że w lipcu Komisja Europejska
    zezwoliła
    na zerową stawkę na audiobooki 
    (poniżej 6%), rozszerzając definicję książki na książki audio, tj. książki czytane na głos i
    nagrywane  na nośnikach fizycznych.

    Publikowanie książek to wiodąca produkcja
    kulturalna w Europie,
    z 22 miliardami Euro w obrotach wydawnictw i ponad
    140.000 bezpośrednio w zatrudnieniu.
    W Polsce książki mówione na taśmach magnetofonowych
    nagrywano od lat sześćdziesiątych XX wieku na potrzeby czytelników Biblioteki
    Polskiego
    Związku Niewidomych
    (jako alternatywa dla książek pisanych pismem
    Braille’a).

    Biblioteka PZN posiada
    największy w Polsce zbiór książek mówionych na tradycyjnych kasetach
    magnetofonowych. ok. 500 tys. kaset, ponad 5000 tytułów (wg Wikipedii).

    W latach 90.
     
    książki nie tylko dla niewidomych,
    audiotekę ambitnej literatury wydawało PWN, jednak rynek nie był wtedy gotowy
    na taką ofertę.
    Obecnie książki na płytach CD dostępne są w księgarniach,
    sklepach
    internetowych, są sprzedawane wraz z gazetami, są też w zbiorach
    bibliotecznych.

    Biblioteki posiadające audiobooki zachęcają do korzystania z
    nich głównie osoby mające problemy ze wzrokiem, w tym ludzi starszych (np.
    Biblioteka publiczna gminy Nieporet, biblioteka miejska w Mielcu, informujące
    na swoich stronach www o posiadanych audiobookach). Sklepy internetowe i
    wydawcy kierują audiobooki raczej do ludzi młodych,  żyjących w  ekspresowym
    tempie.


    W internetowym sklepie wysyłkowym wydawnictwa Biblios
    audiobooki można kupić w formie CD, odsłuchać online przez Internet albo
    załadować plik mp3 na swój komputer.

    Promocję legalnych polskich książek aud
    io prowadzi portal audiobook.pl, który jest  serwisem
    informacyjnym nie tylko dla dla „słuchalników”
     
    (odpowiednik czytelników), ale również dla wydawców. 
    W „Polityce” z 16 sierpnia ukazał się ciekawy tekst
    Anety Kyzioł „Czytanie uchem” o rosnącym zainteresowaniu audiobookami związanym
    z rozwojem techniki. Do niedawna używany był przede wszystkim format audio, a
    więc kilkusetstronicowa książka zajmowała kilka płyt CD. Teraz przeważa format
    mp3, książka mieści się na jednej płycie, a przegrane pliki mogą być odtwarzane
    na iPodzie, komputerze czy telefonie komórkowym.
    Tomasz Witkowski, szef wydawnictwa Aleksandra i
    portalu AudioBook.pl uważa,
    że jest kilka grup odbiorców książek do słuchania.
    Jedna grupa to ludzie dojeżdżający do pracy, którzy wcześniej czytali,
    teraz
    nie mają na to czasu i wykorzystują w ten sposób czas tracony w ulicznych korkach.
    Inna to fanatycy autorozwoju,
    kupujący poradniki, których słuchają np. na
    siłowni. Jeszcze inna to rodzice, kupujący dla małych dzieci bajeczki do
    słuchania przed snem. Są też uczniowie korzystający z lektur szkolnych, a także
    koneserzy języka polskiego,
    którzy dawniej słuchali Polskiego Radia, słuchowisk
    i powieści w odcinkach, teraz zniechęceni okropną polszczyzną w mediach.
    Ważną rolę odegrała też Agora, promując audiobooki
    przez wydanie reklamowanej w Gazecie Wyborczej serii „Mistrzowie słowa”.
    Rynek polski nie może się jeszcze porównywać z
    rynkami audiobooków w USA czy Europie Zachodniej, ale Empik
    odnotowal w ub.
    roku 50% przyrost sprzedaży, podobnie jak warszawski Traffic,
    czy internetowy
    Merlin.pl, który sprzedał w 2007 r. 52% więcej audiobooków niż w poprzednim
    roku.
    Średnie nakłady audiobooków w Polsce to 500 – 3000
    egzemplarzy. Bestsellery to polska klasyka (Trylogia i „Krzyżacy”
    Sienkiewicza,
    „Chłopi” Reymonta) i ksiązki dla dzieci („Harry Potter”, „Opowieści z Narnii”,
    „Dzieci z Bullerbyn”, baśnie Andersena).
    Wydawcy narzekają na nieufność księgarzy, księgarze
    na małą ofertę i niski popyt. Jednak w związku z rozwojem handlu plikami mp3 w
    Internecie spodziewany jest boom na audiobooki, chociaż na razie jest to raczej
    rynek niszowy z dobrą prognozą na przyszłość
    .
    Problemem oczywiście jest też prawo autorskie,
    również prawa tłumacza i aktora/lektora. Sprawę stawek ma wyjaśnić niebawem
    ZAIKS. W połowie września uruchomiona zostanie audioteka.pl – sklep internetowy
    zajmujący się sprzedażą audiobooków wyłącznie w formacie mp3. Cytowana w
    artykule „Czytanie uchem” Beata Stasińska z wydawnictwa W.A.B.
    powiedziała, że to właśnie na rynku audiobooków, a nie
    książki tradycyjnej, wydawnictwo osiągnęło kilkunastoprocentowy wzrost w skali
    roku. W związku z czym zdecydowało się zaangażować w uruchomioną  na początku 2008 r. Bibliotekę Akustyczną,
    wydającą audiobooki.
    Nakładem W.A.B. ukazały się ostatnio dwie książki
    czytane przez samych autorów. „Barbara Radziwiłłówna z
    Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego i „Dżuma w Breslau”
    Marka Krajewskiego.
    Niektórzy wydawcy czy twórcy kultury widzą w
    rozwoju audiobooków smierć
    tradycyjnej książki i przejaw cyborgizacji. Prezes
    Polskiej Izby Książki, Piotr Marciszuk uważa, że audiobooki nie są konkurencją
    dla tradycyjnej
    książki, tylko inną formą popularyzacji literatury, a „w
    zmediatyzowanym świecie, w którym nasze życie toczy się w rytm przekazów
    elektronicznych, każda forma kontaktu z literaturą, z książką jest na wagę
    złota”.

    W dzisiejszym pędzącym świecie wydaje się, że książka
    słuchana, ma jedną przewagę nad książką tradycyjną, można jej słuchać wszędzie,
    w samochodzie, na spacerze, w restauracji, przy komputerze. Książka w wersji papierowej daje nam swobodę interpretacji,
    wyobrażania sobie sytuacji, postaci, scenerii. Lektor w audiobooku n
    arzuca
    odbiorcy, chociażby akcentem, intonacją swoją wersję książki, nie mówiąc już o
    dodatkowych efektach dżwiękowych. Miejmy nadzieję, że książka dźwiękowa to tylko dodatkowa forma książki.

       obrazek ze strony Johnson County Library

     

    MM


    Bibliografia:
    Kyzioł A., Czytanie uchem. W: Polityka 2009 nr 33 s. 64-65
    Biblioteka-PZN – strona domowa Centralnej Biblioteki Polskiego Związku Niewidomych

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Audiobook


    http://en.wikipedia.org/wiki/Audiobook
     

    Fotokody 
    (ang. matrix code) to informacje zapisane w postaci dwuwymiarowej (2D) w
    niewielkich czarno-białych  obrazkach
    zbudowanych z kwadratów.
    Kody kreskowe są znane i używane od dawna. Kod
    kreskowy jednowymiarowy stanowił szereg równoległych do siebie kresek o różnej
    grubości i odstępie między nimi, natomiast dwuwymiarowe kody kreskowe, tzw.
    matrycowe, wykorzystują w swojej budowie białe i czarne komórki o określonej
    szerokości.
    Kody dwuwymiarowe mogą być piętrowe lub matrycowe. Większą popularność zyskały kody matrycowe zapewniające możliwość większego zagęszczenia danych.

    Główne
    zalety fotokodów to, m.in.:
    - możliwość umieszczenia na mniejszej powierzchni
    większej ilości informacji nadającej się do automatycznego odczytu
    - lepsze zabezpieczenia oraz kodowanie informacji
    uwzględniające technikę wykrywania i korygowania błędów
    - odczyt kodów częściowo uszkodzonych
    - dzięki możliwości zakodowania kilku tysięcy
    znaków ASCII posiadanie podręcznej bazy danych, którą tworzy kod matrycowy
    Wykorzystać więc można fotokody na fakturach,
    dokumentach przewozowych oraz dowodach rejestracyjnych pojazdów, tam gdzie
    istnieje potrzeba zgromadzenia dużej ilości informacji o danych klienta czy
    pojazdu.
    Do odczytu kodów dwuwymiarowych używa sie specjalnych skanerów 2D, które wykorzystują kamery cyfrowe do przetwarzania obrazu, a dzięki temu odczyt kodów, tekstów OCR oraz wykonywanie zdjęć odbywa się w dowolnym trybie.

    Pomysł
    zastosowania fotokodów przy wykorzystaniu telefonii komórkowej powstał kilka
    lat temu w Azji.

    Usługa polega na szybkim
    dotarciu do informacji przy pomocy aparatu fotograficznego zainstalowanego w
    różnych modelach telefonów komórkowych, wyposażonych w odpowiednią aplikację.
    Wystarczy zeskanować kod i potwierdzić akcję telefonu, żeby dostać się do
    informacji multimedialnej. Tym sposobem nie trzeba wypisywać długiego, czasem
    skomplikowanego adresu internetowego, żeby dotrzeć do informacji. Dzięki
    fotokodom możliwe będzie nie tylko uzyskanie informacji, ale też opłacanie
    usług.

    Fotokody stosuje się już w wielu krajach, m.in. we
    Francji i Hiszpanii. Mozna je znaleźć w gazetach, na plakatach, ulotkach, bilboardach, przystankach komunikacyjnych, biletach cyfrowych, wizytówkach czy nalepkach na puszkach. Kod może umożliwiać dotarcie do pliku tekstowego np. zawierającego informację, która nie pojawiła się w papierowym wydaniu gazety, czy tez do multimedialnego pliku prezentującego np. szczegóły oferowanej podróży wakacyjnej, może prezentować jakieś wydarzenie polityczne.
    Wiecej o fotokodach można przeczytać w artykule Przemysława Poznańskiego i Piotra Miączyńskiego „Witajcie w Matriksie” (Gazeta Wyborcza z 28 lipca).
    Również w Polsce użytkownicy
    telefonów będą mogli korzystać z fotokodów.
    Od 1
    lipca klienci Orange mogą bezpłatnie testować fotokody.  Wspólny, jednolity technologiczny standard tej usługi tworzą we współpracy 4 polscy operatorzy (Orange, Plus, Era i Play). Oficjalnie usługa ma być dostępna od stycznia 2009 r. Operatorzy prowadzą teraz rozmowy z firmami i władzami miejskimi na temat usług, w których możnaby zastosować fotokody. Np. w muzeach fotokody mogłyby odsyłać turystów zagranicznych do wielojęzycznych informacji o obiektach.

    Jak fotokody, użyteczne dla użytkownika
    korzystającego z telefonu komórkowego możnaby wykorzystać w bibliotekach?
    Na pewno do szybkiego łączenia ze stronami domowymi
    bibliotek, katalogami on-line itp. Fotokody mogłyby być umieszczone na
    plakatach i ulotkach informacyjnych bibliotek, odsyłając do szerszych
    informacji umieszczonych w Internecie. Można sobie też wyobrazić fotokody
    naklejone na książce, z których czytelnik dowiadywałby się kiedy upływa termin
    wypożyczenia czy też ile już wynosi opłata za przetrzymane książki :).
    Fotokod mógłby też odsyłać do zestawienia książek o
    podobnej tematyce. Możliwości jest dużo.
    O rosnącej modzie na fotokody świadczy fakt, że
    jeden z najbardziej popularnych serwisów społecznościowych Facebook.com również
    postanowił zastosować fotokody i uruchomił na swojej stronie aplikację („Add to
    friends”), umożliwiającą stworzenie kodu 2D zawierającego informacje o profilu
    użytkownika w serwisie. Użytkownik może potem taki kod wydrukować na swoje
    koszulce, plecaku czy torebce.


    Jakie są minusy fotokodów?
    Trzeba posiadać nowoczesny telefon, żeby z nich korzystać, a takich aparatów w
    kraju jest ok. 5 mln na 30 mln używanych. Część klientów może tez nie potrafić
    lub nie chcieć zainstalować sobie
    niezbędnej
    do wczytywania kodów aplikacji.

    MM

    Po przeprowadzonej na
    początku lipca kontroli bezpieczeństwa i higieny na stanowiskach pracy w
    Bibliotece nasuwa się kilka uwag. Zauważone nieprawidłowości to przede
    wszystkim brudne klawiatury i monitory, niezabezpieczone kable na podłodze,
    bałagan na biurkach.
    Oprócz takich typowych
    niedociągnięć chciałabym zwrócić uwagę na dość drażliwy problem.

    Poruszanie tematu higieny
    osobistej jest bardzo kłopotliwe.
    Osoba, która systematycznie zapomina się umyć nie
    identyfikuje przykrego zapachu. Wszelkie dyskretne pociągnięcia nosem, które
    mają zasugerować iż „coś brzydko pachnie” są tak traktowane jakby były
    kierowane do kogoś innego.


    A tymczasem przepocone
    ubranie plus brudne ciało tworzą mieszankę zapachową utrzymującą się w
    pomieszczeniach, w których taki delikwent przebywa.
    W jaki sposób poruszyć
    temat, żeby samemu nie stać się grubiańskim i nietaktownym?
    Czy lepiej jest zatykać
    nos, nieustannie wietrzyć pomieszczenie czy też przyzwyczaić się do przykrego
    zapachu?

    A może lepiej otwarcie powiedzieć, że ten problem zaczyna
    być nie do zniesienia?


    Hmmm… Wypowiedzenie wprost tego typu uwagi jest
    żenujące i wiąże się z ogromnym stresem.

    Trudno jest powiedzieć
    otwarcie osobie sympatycznej i ma ogół bardzo lubianej – „Umyj się, bo
    śmierdzisz”.
    Nikt nie chce w nietaktowny i niegrzeczny sposób urazić drugiego
    człowieka.

    Z drugiej strony ten człowiek nie zwraca uwagi na
    to, iż osoby, które są zmuszone z nim współpracować wzdrygają się z
    obrzydzenia.

    Proszę – jeśli jesteś
    osobą, która dziś rano nie zdążyła umyć się albo nie zmieniła bielizny
    osobistej, ewentualnie uważa, że dezodorant jest szkodliwy dla zdrowia :
    przyjmij do wiadomości, że zapach Twego ciała może być dla wszystkich
    przebywających z Tobą osób  bardzo uciążliwy.
    Przepraszam wszystkie
    osoby, które uważają, iż o takich tematach nie wypada rozmawiać.
    Ja uważam, że w XXI w., w
    dobie wysokich standardów higieny, nie wypada się nie myć. Należy też zwracać
    większą uwagę na to, jak widzą nas inni. Pamiętajmy – jak cię widzą, tak cię
    piszą.

    VF

    Wczoraj, 21 lipca 2008  został złożony w Sądzie Statut i nastąpiła rejestracja Związku Zawodowego Bibliotekarzy i
    Pracowników Bibliotek „Bibliotekarze
    Polscy”, zwanego dalej ZZBiPB „Bibliotekarze Polscy”.
     ZBiPB jest jednolitym,
    dobrowolnym, samorządnym i niezależnym związkiem zawodowym powołanym do
    reprezentowania oraz ochrony praw i interesów zawodowych i socjalno-bytowych
    swoich członków.
    Miałam przyjemność
    uczestniczyć w opracowywaniu Statutu.
    Prace trwały od czerwca 2008. 16 czerwca w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie odbyło się Ogólnopolskie Spotkanie Bibliotekarzy, dotyczące założenia  Związku Zawodowego Bibliotekarzy Polskich. Na spotkaniu wyłoniono grupę inicjatywną, która miała podjąć prace nas Statutem Związku. Spotkanie grupy inicjatywnej, prowadzone przez bibliotekarzy z  Biblioteki Uniwersyteckiej w Białymstoku.  odbyło się 28 czerwca w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Z grupy inicjatywnej wyłoniono Violettę Frankowską (BGPW), Dorotę Bednarczyk i Adama Stopę, którzy zarejestrowali wczoraj Związek w XIV Wydziale Gospodarczym KRS w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy.

    Mamy nadzieję, że nowy związek
    aktywnie będzie działać na rzecz nie tylko polepszenia
    warunków pracy bibliotekarzy, ale też poprawy ich pozycji
    zawodowej i postrzegania zawodu bibliotekarza w społeczeństwie.

    VF

    W Bibliotece Cyfrowej  PW mamy nowa kolekcję – Ikonografia, w której prezentowane będą fotografie, grafiki, pocztówki i inne dokumenty ze zbiorów naszej biblioteki. Zaczynamy od pokazania zdjęć Henryka Poddębskiego (1890-1945), wybitnego warszawskiego fotografika, dokumentalisty pierwszej połowy XX w.
    Poddębski, członek Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego na zlecenie Wydziału Turystycznego w Ministerstwie Robót Publicznych gromadził dokumentację fotograficzną poszczególnych regionów Polski.
    Na początek pokażemy zdjęcia obiektów architektury rezydencjonalnej, wykonane w latach 30. XX w.
    Z udostepnianiem materiałów ikonograficznych w bibliotekach cyfrowych czy w ogóle w Internecie wiąże sie szereg problemów nie tylko technicznych, ale też związanych z opisem dokumentów, a także problemów prawnych. Ciekawy artykuł na ten temat napisali w 2005 r, w postaci „dwugłosu” Mirosław Górny i Jakub Skutecki – „Problemy udostepniania zbiorów ikonograficznych w bibliotekach cyfrowych”.
    Zbiory ikonoraficzne, stare widokówki, ryciny budzą zainteresowanie użytkowników, ale też i chęć wykorzystania ich do własnych celów, czasem komercyjnych. Autorzy wspomnianego wyżej artykułu zastanawiali się czy jest sens stosowania jakichś specjalnych zabiegów, które miałyby uchronić cyfrowe materiały ikonograficzne przed nieuprawnionymi użytkownikami, np. przed wydawcami pocztówek.
    Jednym z rozwiązań jest umieszczanie zdjęć w niskiej rozdzielczości i o niskiej jakości, co niestety obniża ich atrakcyjność i zakłamuje nieco ich faktyczny wygląd w oczach odbiorcy. Inne rozwiązanie to zabezpieczanie przed kopiowaniem, które utrudnia trochę działanie piratom, ale też nie jest zaporą nie do przebycia.
    Jeszcze inny sposób to stosowanie znaków wodnych.  Wg definicji z Wikipedii cyfrowy znak wodny to technologia służąca do oznaczania plików dźwiękowych oraz zawierających obrazy.
    „Metoda cyfrowego znaku wodnego polega na umieszczeniu cyfrowego sygnału wewnatrz cyfrowej treści. Taki zapis do pliku unikalnej kombinacji bitów identyfikującej twórcę lub właściciela majatkowych praw autorskich może stanowić trudne do wykrycia i usunięcia zabezpieczenie. Wiąże się to jednak z pogorszeniem jakości danych zapisanych w pliku”.
    W praktyce stosuje sie więc na ogól widoczny znak wodny, który ma zapobiec bezmyślnemu skopiowaniu zdjęcia i umieszczeniu go na innych stronach internetowych. Znak wodny umieszczany jest zwykle w dolnym prawym rogu obrazka. Może zawierać logo czy nazwę właściciela oraz datę i znak Copyright. Jest naniesiony bezposrednio na obraz, a nie za pomocą kodu html. Znak wodny nie powinien nadmiernie rzucać się w oczy i przeszkadzać odbiorcy.
    Rzecz jasna znak wodny nie jest wystarczającym zabezpieczeniem przed nieuprawnionym skopiowaniem. Wprawny „pirat” usunie go w pare minut, ale większość kopiujących, to po prostu internauci szukający ładnych zdjęć, pasujących im do własnego serwisu, którym usuwanie znaku zajmie już znacznie więcej czasu, więc zazwyczaj zniechęca ich to przed kopiowaniem.
    Na pytanie czy warto w ogóle stosować zabezpieczenia skoro są one do złamania można odpowiedzieć, za Jakubem Skuteckim,  że  nie jest to argument na rzecz ich zaniechania. Nikt rozsądny nie zostawia przecież otwartych drzwi w swoim domu, zdając sobie przecież sprawę, że włamywacz poradzi sobie z zamkiem.

    MM

       Okres wakacji, czas
    wypoczynku, słonecznej pogody, relaksu i spokoju. Niestety w życiu bywają też
    smutne chwile. W dniu 11 czerwca odeszła od nas Hania Srebnik – wieloletni
    pracownik Oddziału Aktualizacji BGPW – skromna, pracowita, lubiana i szanowana
    przez wszystkich koleżanka.

       Nosząc w sercach żałobę nikt nie spodziewał się, że
    los nie oszczędzi nam kolejnego ciosu.W poniedziałkowy poranek 23 czerwca
    dotarła do wszystkich zaskakująca i porażająca wiadomość o śmierci Zbyszka
    Lewandowskiego. Nikt nie spodziewał się, że tak pełen życia człowiek nie pojawi
    się już wśród nas. Wiedzieliśmy o jego zmaganiach z chorobą, ale spodziewaliśmy
    się, że niebawem do nas wróci.

       Nie jest łatwo pisać o człowieku, z którym
    jeszcze przed kilkoma tygodniami prowadziło się rozmowy, kiedy miejsce nadziei
    na powrót do zdrowia zajmuje smutek i żal po jego odejściu.

       Pracował w
    Bibliotece „od zawsze”. Znany był szeroko, nie tylko wśród pracowników
    bibliotek PW. Aktywnie działał w NSZZ „Solidarność”, której był członkiem
    założycielem w Politechnice Warszawskiej i przewodniczącym Koła Solidarności w
    BG PW. Uśmiechnięty, pogodny, pomagał wszystkim, którzy pomocy potrzebowali.
    Był zawsze szczery i otwarty. Ludzie nie obawiali się zwracać do niego ze
    swoimi problemami, gdyż w każdym widział dobre strony i dobre intencje. Jego
    zaangażowanie w działalność związkową, jego wrażliwość na problemy pracownicze
    i ludzkie były wszystkim znane. Walczył o pomoc zarówno finansową, jak i
    prawną. Od lat organizował pomoc dla Domów Dziecka, które są wspierane przez
    naszą Bibliotekę.

       Nie wszyscy wiedzą o innej sferze jego działalności. Lubił
    pisać, spod jego pióra wyszedł szereg felietonów (nie tylko o bibliotece),
    dowcipnych, zabawnych, ale także na tematy poważne. Zamieszczane były w prasie
    solidarnościowej i innej. Miał też w swoim dorobku książkę
    kryminalno-obyczajową. Planował napisanie wspomnień. Niestety, choroba mu to
    uniemożliwiła, nie pozwoliła też na odbycie podróży, o których marzył.
    Nadrzędną wartością była dla niego rodzina, o której stale myślał, szczególnie
    w ostatnim okresie.

      

        „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” – ta myśl
    nasuwa się zawsze gdy opuszczają nas ludzie bliscy. Pamiętajmy o Zbyszku, jako
    o pogodnym, pełnym humoru i życzliwości człowieku, bo z pewnością takim
    chciałby pozostać w naszej pamięci. Pamiętajmy o jego rodzinie, tak jak on
    pamiętał o innych.

     

    DP, EM

       
    Idziemy z duchem czasu i 
    zakładamy blog BGPW, który związany będzie z Biblioteką Politechniki Warszawskiej, bibliotekami cyfrowymi, bibliotekami jako takimi, sprawami ‘okołobibliotecznymi’, a
    także z Internetem, jako narzędziem umożliwiającym dotarcie do informacji.
    Duch czasu nazywa się w tym przypadku Web 2.0, albo,
    bardziej ściśle, Library 2.0 i oznacza nowy trend w rozwoju bibliotek (może już
    nie tak nowy, bo teraz „na topie” jest Web 3.0), związany oczywiście z
    przemianami w Internecie. Web 2.0 był kolejnym etapem w rozwoju Internetu,
    ogólnie rzecz ujmując, oznaczającym interaktywny Internet. Wraz z Web 2.0
    pojawił się termin Library 2.0, dość rewolucyjny dla tradycyjnego pojmowania
    biblioteki, bo oznaczający aktywne uczestnictwo czytelnika w tworzeniu
    biblioteki i zerwanie z przestarzałą ofertą biblioteki tradycyjnej. A więc
    biblioteki orientują się teraz na użytkownika, którego zachęcają do
    uczestnictwa w tworzeniu, ulepszaniu usług nie tylko wirtualnych, ale i
    tradycyjnych. My też zachęcamy :).

    Umberto Eco w eseju „O bibliotece” zastanawiał się jaka jest
    funkcja biblioteki:


    „Być może na początku, w czasach Assurbanipala albo
    Polikratesa, chodziło o gromadzenie zwojów lub woluminów, żeby się nie
    zawieruszyły. Potem, jak mi się wydaje, odgrywa sporą rolę tezauryzacyjną:
    zwoje nie były tanie. Następnie, w okresie benedyktyńskim, przepisywanie;
    biblioteka staje się jakby strefą tranzytową: książka dociera, zostaje
    przepisana, oryginał lub kopia wracają na swoje miejsce. Sądzę, że w niektórych
    okresach, być może gdzieś między Augustem a Konstantynem, funkcją biblioteki
    było również umożliwienie czytania, a więc w mniejszym lub większym stopniu,
    stosowano się do uchwały UNESCO, zawartej w tomie, który dzisiaj do mnie
    dotarł, głoszącej, że jedną z funkcji biblioteki jest umożliwienie publiczności
    czytania książek. Ale potem powstały, jak mi się zdaje, biblioteki, które miały
    uniemożliwić czytanie, ukryć, chronić książki”.


    Dalej Umberto Eco przedstawia słynny dziewiętnastopunktowy
    wzorzec złej biblioteki, którego tu już nie będę cytować, zostawiając to na
    inna okazję :).

    Umberto Eco na okładce książki

       Umberto Eco na okładce książki „O bibliotece”. Warszawa 2007 Świat Książki




       Jak jest teraz? Biblioteki starają się zapewnić czytelnikowi
    jak najszybsze dotarcie do informacji poprzez biblioteki cyfrowe, czasopisma i
    książki elektroniczne, do książek poprzez katalogi on-line i możliwość
    zamawiania przez Internet, a w ujęciu niewirtualnym zapewniają wolny dostęp do
    zbiorów. Użytkownik może aktywnie uczestniczyć w tworzeniu bibliotek, nie tylko
    poprzez udział w forach dyskusyjnych czy blogach, czy tworzeniu własnego
    profilu czytelniczego (zakładki, „półki użytkownika”, informacje otrzymywane
    przez email i RSS), ale też może oceniać zawartość zbiorów, dodawać ciekawe
    linki do serwisów dziedzinowych, czy współtworzyć opisy publikacji dodając
    słowa kluczowe. Może też dodawać prace naukowe, artykuły w repozytoriach
    cyfrowych, a także recenzje zamieszczonych artykułów.

       Czym jeszcze mogą być biblioteki? Może „środkiem na
    przypominanie sobie”. Na jednej z 8 ksiąg z brązu i miedzi tworzących główną
    elewację BUW-u cytowany jest fragment z dialogu „Fajdros” Platona, dotyczący
    pisma: „Ty jesteś ojcem liter, zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im
    wartość wprost przeciwną tej, którą one posiadają naprawdę. Ten wynalazek
    niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy,
    przestanie ćwiczyć pamięć, zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z
    zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie
    samego. Więc to nie jest środek na pamięć, tylko środek na przypominanie
    sobie”.

       
    Cóż, jak widać, pismo też było kiedyś wynalazkiem rewolucyjnym, któremu
    nie ufano i które zakłóciło tradycyjny porządek rzeczy.


    MM

    Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 bgpw blog Design by SRS Solutions

    • RSS