bgpw blog

    blog Biblioteki Głównej PW

    Wpisy z tagiem: bibliotekarki

    Bibliotekarki z Filii Miejskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie przygotowały pomysłową sesję zdjęciową, promującą książki. Pozowały tak, by dopasować się do okładki i stworzyć razem kompozycję.

    Fotka z sesji zdjęciowej bibliotekarek z profilu na FB Filli nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie

     

    Sesja zrobiła furorę na FaceBook’u, pisano o niej w Gazecie Wyborczej i na portalu Onet. Pełne fantazji bibliotekarki otrzymują liczne gratulacje od środowiska bibliotekarskiego – my też się dołączamy.

    MM

    Bibliotekarskim zezem odc.4 – czyli coś smacznego na dobry początek tygodnia (red.)

    Naleśniki. Nie znam zbyt wielu osób, które by nimi pogardzały.
    Pomaleńku kończy się dzień pracy. Jak zwykle męczący… Jestem głodna!
    Taki naleśnik… np. z truskawkami – to byłby miły przerywnik.


    fot. ze strony: http://farm2.static.flickr.com/


    Mistrzem w smażeniu naleśników jest mój brat. Niestety on nie jest bibliotekarzem.
    Jego naleśniki nie są z rodzaju „to się robi szybko”. Nie mogą być na byle czym. Musi być świeża słoninka do smarowania patelni (bo taki specjał nie może być upichcony na jakimś banalnym smalcu czy oleju). Płomień nie może być zbyt duży… ponieważ smak takiego szybkościowego naleśnika jest parszywy…
    Naleśnik musi być podrzucany kilka razy zanim nabierze złocistej barwy… i cudnych, brązowych piegów…Cały rytuał…
    No i nie można być wściekłym… na nikogo i na nic.
    A jak już mowa o wściekliźnie i moim braciszku… to przypomniał mi się pewien dzień z przeszłości…
    Jeszcze dziś słyszę jak drzwi wejściowe trzasnęły „radośnie” tak, aż książka wypadła mi z dłoni.
    - Co jest na obiad?! Znowu pierogi… No nie…
    Jak ktoś fuka na pierożki… Ooooo… to zaczyna się robić interesująco… Wściubiłam nos do kuchni… Cudowny widok.
    „Mały” miotał się jakby go od pioruna oderwało…
    - Pomóc ci?
    - Nie! Nie odzywaj się do mnie!

    Oparzył się nalewając herbatę… (Przelał wodę…)…
    Po chwili ją posolił.
    Nie odzywam się tak jak sobie życzył. Czekałam, na reakcję… Ale zawiódł mnie, bo odstawił bezmyślnie kubeczek na kraniec blatu…
    Też ciekawe…
    Serce mi rosło za każdym razem, kiedy jego łokieć był o centymetr od kubeczka.
    Przyniosłam sobie krzesełko i usiadłam ostentacyjnie.
    Nie widział mnie.
    Patelnia już się przypalała a braciszek kończył trzepanie ciasta. Furie mu rosły… Majtał na lewo i prawo wszystkim co miał pod ręką…
    Obstawiłam, że w ciągu trzech minut zrobi sobie krzywdę.
    „Stoper” (budzik) tykał wyczekująco…
    Gol!!!

    Trzepnął trzepaczkę do zlewu tak celnie, że odbiła się i huknęła go w głowę…… Idealnie wymierzył odległość… No nie rozumiem jak można się dziwić, że metalowy koniec sprężynuje? Zerwałam się, żeby lecieć na pomoc… Ale brat powstrzymał mnie wymownym ruchem dłoni… po czym kopnął ślicznie…  (trzepaczkę) przy okazji krzywdząc się (w stopę.).


    Rys. ze strony: http://ottakjakos.blox.pl/resource/kucharz.jpg


    Naleśnik się spalił…
    Serce mi krwawi.
    Drugi egzemplarz (p
    rzy kolejnym piruecie) spadł na palnik kuchenki gazowej…. Pokazał mi go palcem.  Miał taką pretensję wymalowaną na twarzy jakby spodziewał się, że ciasto samo „zrobiło mu wbrew”. Zdumienie skrzyżowane z pretensją… Współczułam mu całym sercem ale… siedziałam cicho, żeby mi się nie oberwało za niewinność.
    Popił nerwowo herbatę i …
    Nie smakowała mu… słona.
    Spojrzał na mnie już całkiem przytomnie i… ocenił, że mam głupią minę… Zaniósł się śmiechem… Zaraził mnie nim. Ryczęliśmy tak oboje bez końca.

    Usiadł na zwolnionym przeze mnie krześle i pozwolił mi usmażyć resztę naleśników…
    Wtedy zrobiło się fajnie.
    Nie powiedział mi co się stało… Nawet nie pytałam. Rozumieliśmy się
    bez słów. W ciszy skonsumowaliśmy naleśniki… ech…
    To doprawdy zdumiewające jak bardzo mam na nie ochotę!

    VF

    Bibliotekarskim zezem odc.3 – czyli wpływ poezji na młode bibliotekarki (red.)

    W taką pogodę wiosenno-letnią bez przerwy zwalczam w sobie napadające na mnie ze wszystkich stron strofy Baczyńskiego. Uwielbiam jego wiersze. Choć kiedyś jeden z nich wpakowałby mnie w tarapaty.
    Byłam wtedy młodziutka i bardzo porywcza. Biegłam do Filii Biblioteki Dziecięcej (moja pierwsza praca). Tego dnia biblioteka powinna być otwarta o godz. 8:00… Niestety wybrałam skrót przez skwer… I… stało się!!!

    Gałązki wierzby płaczącej pieszczotliwie pogładziły mnie po włosach… Poczułam się małą dziewczynką. Spojrzałam trochę nieprzytomnie na matczyną dłoń – gałązkę  i wtedy strofy „Sur le pont d’Avignon” Baczyńskiego przypłynęły ku mnie. Zwolniłam krok… by nasycić się wiosną…
    Wiersz. Słowo po słowie jakby śpiewała go Ewa Demarczyk…przenosił mnie w świat magii… „Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie” (…) „kantyczki deszczu wam przyniosę”… …Nagle uzmysłowiłam sobie, iż zapomniałam co dalej… Powtarzam w myślach , „odetchnij drzewem to usłyszysz”, „jak wody wiatrem oddychanie”…”białe łanie… ; białe łanie…”

    I czuję, że zaraz dopadnie mnie furia, jeśli sobie nie przypomnę…
    Biegiem wpadam na teren znajomego osiedla, z rozmachem wbiegam na schody klatki schodowej, w której mieści się biblioteka osiedlowa…
    W głowie ” białe łanie”, klucz nie pasuje… Manipuluję przy zamku coraz bardziej podminowana… Nagle… drzwi się otwierają…
    Czyżby kierowniczka była pierwsza?!

    Ale nie – to tylko jakaś nowa sprzątaczka. Młodziutka …ładna…miło wygląda… Mówię grzecznie dzień dobry i nie zdejmując płaszcza kieruję się do półki z poezją… Ale co to!? Nie ma półek, nie ma książek….
    Za to na wersalce – tam gdzie zwykle stoi moje biurko – siedzi dwoje maleńkich dzieci…

    Na czytelników jakoś ten drobiazg nie wygląda. Włączyłam hamulec i poczułam się …głupio…  O Boże!!! :( Co ta pani o mnie pomyśli?? Pewnie, że  to rasowy włamywacz został przyłapany na gorącym uczynku…
    Szczęśliwie kobieta uznała moje mętne tłumaczenie, że to przez Baczyńskiego pomyliłam drzwi klatki schodowej…
    Od tego dnia starałam się przytomniej spoglądać na otaczającą mnie rzeczywistość. Ale co jakiś czas napytam sobie biedy… To już taka bibliotekarska przypadłość…

    VF

    Bibliotekarskim zezem odc. 2

    Szare Myszki? Oj nie,
    przynajmniej nie u nas. Mamy bibliotekarki kompetentne, wykształcone,
    zasadnicze, dobrze ubrane. Ale niektóre wtapiają się w tło…. Te są bardzo kolorowe,
    choć nie zewnętrznie. Nie od razu widać, że całą duszą są oddane pasjom. Czasem przemykają przez korytarze uczelni, niezauważone
    przez otoczenie. Jednak kiedy zechcą się odezwać to przyćmiewają wszystkie
    biblioteczne gwiazdy.

    Można ich nie lubić, można im zazdrościć wiedzy i umiejętności
    ale nie sposób pozostać wobec nich obojętną. To są wybrańcy Bogów – kocha się
    je lub nie cierpi. Ja je uwielbiam.

    Kiedy zaglądam rano do pokoju, w
    którym siedzi X., widzę ją chmurną, walącą w klawiaturę i ślepą na otoczenie.
    Mówię radośnie „cześć” nie licząc, że zaszczyci mnie odpowiedzią. Uch… dziś
    mam szczęście – zauważyła mnie. Wyprostowała się. Nieobecnym wzrokiem omiotła
    sufit. Oj… tylko tak mi się wydawało… Złapała za telefon i ryczy do
    słuchawki jak zraniona lwica! Cichutko wymykam się na palcach… Widać ktoś coś
    nabroił. Jak to dobrze, że nie ja jej podpadłam. Hi, hi!

    Często nie mam sumienia zawracać jej głowy, bo widzę, że
    znów coś robi. Ale kiedy się do niej zwrócę o pomoc – zawsze mi jej
    udzieli.

    Nie sposób wymienić ile się od niej nauczyłam. Wcale nie
    przyznam się ile jej zawdzięczam.

    X. nie ma cierpliwości dla opornych na wiedzę i dla tych,
    którzy są leniwi albo „cwaniakują”. Jest uczciwa i sprawiedliwa. Dobrze zna się
    na ludziach, wie kto ile jest wart.

    Można o niej powiedzieć – żadnej pracy się nie boi: gotuje,
    piecze …że palce lizać. Jej ciasta są osławione w całej bibliotece. Mniam!

    Jeśli kogoś interesuje balet – to ma z nią o kim i o czym
    porozmawiać.

    Tylkonie radzę nacisnąć jej na odcisk… Wielcy nie mają względów
    ani dla dużych ani dla maluczkich.

     
    A teraz popatrzcie sobie na naszą
    Y. Nie mam pojęcia, czy zwraca uwagę na przyziemne sprawy. Ale pewnie zwraca –
    wystarczy poznać jej dzieci, mogłyby być dumą każdej matki. Widać, jak wiele
    czasu ofiarowała swoim synom. Nie będę zabierać tematu mojej koleżance, która
    obiecała napisać kilka słów o wernisażu, na który zostałyśmy zaproszone.

    Y. zna się na kartografii, na sztuce, ikonografii
    ale i na ogrodnictwie. Potrafi razem z synem wydłubywać korniki, żeby pomóc mu
    w zbieraniu materiału do badań nad ich populacją w Puszczy Kampinowskiej. Albo
    jakiejś innej puszczy.
    ..

    No wiem, na wszelkich wyjazdach, czy firmowych
    uroczystościach
    ciężko ją dostrzec spoza aparatu fotograficznego.
      Pstryk, pstryk… Zanim się człowiek
    zorientuje
    już jest uwieczniony. Myślicie, że pasja fotografowania jest do
    powstrzymania?
    Można się nabrać na te brązowe oczy łani.
    .. Na szczęście ma
    dobre serce
    i nie wszystkie swoje fotografie udostępnia publiczności.

    To kobieta – naukowiec. Wie wszystko o Kresach. Nieustannie
    pisze referaty, artykuły. Publikuje od lat. Drodzy Państwo – mamy w swoim
    gronie Historyka Sztuki!

    Niech mi kto powie, że bibliotekarka to szara mysz!

     

    VF 

     

     

     

     

    W ramach Tygodnia Bibliotek w Książnicy Pomorskiej  w Szczecinie zaprezentowano nowy wizerunek bibliotekarek. Żadne tam szare myszki, tylko atrakcyjne „gwiazdy”. Pokaz mody i fotografie zrobily takie wrażenie, że panowie zatrudnieni w bibliotece nie rozpoznawali koleżanek.
    Filmik z imprezy w Książnicy i więcej informacji na ten temat można zobaczyć na:
    stronie tvn24
    portalu Stetinum.pl

    MM

    Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 bgpw blog Design by SRS Solutions

    • RSS